Rozmowa z wiceprezesem Mostostalu-Azoty S.S.A.

„Moja przygoda z siatkówką zaczęła się bardzo dawno temu…”
Grzegorz Gawor – swoją przygodę z siatkówką rozpoczął mając 15 lat, kiedy to zaczął trenować i grać amatorsko w drużynie HKS Szopienice. Było to w jeszcze w latach pięćdziesiątych, a zamiast na hali siatkarze grali na własnoręcznie wytyczonym boisku na dworze. W latach osiemdziesiątych zaangażował się do pracy w sekcji jeszcze III ligowej wtedy drużyny siatkarskiej Chemika Kędzierzyn-Koźle. Potem przez cztery lata był wiceprezesem, a przez następne parę lat prezesem Chemika Kędzierzyn. Kiedy rozwiązano większość sekcji, a postawiono na jedną – piłki siatkowej – na miejscu prezesa nowego klubu zasiadł Kazimierz Pietrzyk, a Grzegorz Gawor powrócił do funkcji wiceprezesa. W chwili obecnej jest pełnomocnikiem zarządu klubu Mostostal-Azoty S.S.A.
GRZEGORZ DUDEK, TOMASZ HAAS, JAKUB KUDŁA: Czy emocje w klubie już opadły po tegorocznym finale mistrzostw Polski?
GRZEGORZ GAWOR: Sport ma to do siebie, że nigdy nie ma dość zwycięstw i nie można powiedzieć, że osiągnęło się wszystko, zawsze są przed sobą jeszcze jakieś cele. Jeśli chodzi o ten rok, to pomimo największych sukcesów jakie odnieśliśmy w historii klubu, to jednak nie są to największe sukcesy jakie mogliśmy osiągnąć.
Jak Pan ocenia poziom tego finału, a także poziom sędziowania, który był bardzo kontrowersyjny, szczególnie w pierwszym meczu w Częstochowie?
Poziom sportowy i widowiskowy finałów oceniam bardzo wysoko. Gracze obu drużyny byli maksymalnie zaangażowani, grali na najwyższym poziomie. Jeśli chodzi o sędziów to z zasady nie dyskutuję z ich decyzjami. Ze względu na miejsce, z którego oglądałem to widowisko, trudno mi ocenić prawdziwość ich decyzji. Nie podobał mi się jednak fakt, iż sędziowie kilka razy zmieniali zdanie, chociaż oczywiście mają oni prawo do pomyłki. Z pewnością jednak takie zmiany decyzji sędziów wpływały niekorzystnie na atmosferę towarzyszącą meczowi. Myślę jednak, że nie miało to większego znaczenia na wynik końcowy, mimo to, iż zdaniem sędziego głównego jednego seta w pierwszym spotkaniu wygraliśmy.
Przeszliście do historii jako pierwszy zespół, który zdobył trzy razy pod rząd Puchar Polski i mistrza Polski.
Muszę tu przypomnieć, że tytuł mistrza Polski AZS AWF Warszawa zdobył bodaj dziesięć razy pod rząd. Natomiast jeśli chodzi o równoległe trzykrotne zdobycie Pucharu Polski i mistrza Polski, to faktycznie zdarzyło się po raz pierwszy.
Ten rok był chyba najbardziej wyczerpującym sportowo sezonem dla klubu. Mostostal grał równolegle w trzech rozgrywkach: Lidze Polskiej, Pucharze Polski oraz Lidze Mistrzów, a co najbardziej znaczące – w każdej z nich odniósł sukces.
Jeżeli chodzi o Puchar Polski to zdobyliśmy go na terenie finalisty i cieszymy się z tego faktu, a sam mecz finałowy był bardzo zacięty i na bardzo wysokim poziomie.

Ligę polską przeszliśmy jak burza, prowadziliśmy w tabeli już od samego początku sezonu, a tytuł mistrza kraju udało nam się ponownie zdobyć na terenie rywali – w Częstochowie.

W Lidze Mistrzów zagraliśmy w tym sezonie kilka naprawdę dobrych meczy, zabrakło tylko chociaż jednego zwycięstwa w Final Four. W moim odczuciu obydwa mecze finałowe z greckimi zespołami były do wygrania, zwłaszcza z Olympiakosem, z którym wygraliśmy już wcześniej w Opolu. Ogólnie dzięki Lidze Mistrzów zaprezentowaliśmy się w Europie z bardzo dobrej strony, zagraliśmy tylko słabo praktycznie tylko jeden mecz – na wyjeździe Olympiakosem – natomiast wszystkie pozostałe, nawet te przegrane, grane były z pełnym zaangażowaniem.
Stan zdrowia zawodników Mostostalu nie był w tym sezonie najlepszy.
Faktycznie, pierwszy raz w historii klubu się zdarzyło, żeby tylu istotnych, kluczowych zawodników miało problemy zdrowotne – Marcin Prus z żyłami, Dusan Kubica z kręgosłupem, Szczerbaniuk i z kręgosłupem i z kostką, Musielak z mięśniami brzucha, Świderski po operacji kolana, a potem ze złamanym palcem… To oczywiście tylko część kontuzji. Myślę że wynikały one z ogromnego obciążenia w tym sezonie – graliśmy aż 42 mecze, a to jest naprawdę dużo.
Jak radzili sobie zawodnicy zastępujący graczy kontuzjowanych?
Trzeba przyznać, że wyrósł nam na świetnego zawodnika Wojtek Serafin, a bardzo dobrze rozwija się Bartek Soroka. Mimo tych licznych kłopotów zdrowotnych udowodniliśmy, że w składzie rezerwowym jesteśmy także bardzo mocną drużyną.
Czy Mostostal-Holding Zabrze pozostanie nadal głównym sponsorem klubu?
Myślę, że ta firma się nie wycofa ze sponsoringu klubu, niewiadomą jest tylko to, czy udział tej firmy będzie w następnym sezonie wystarczająco wysoki do występowania w nazwie klubu.
Po kędzierzyńskim światku siatkarskim krąży plotka, że głównym sponsorem klubu może zostać firma Orlen.
Potwierdzam, że jak na razie jest to plotka. Ile jest prawdy w tej plotce, to się okaże. Na dzień dzisiejszy nie mogę nic na ten temat powiedzieć, bo żadna umowa nie została podpisana.
Jak wygląda sprawa z kontraktami zawodników?
Tu sprawa jest jasna, kontrakty kończą się Papkemu, Świderskiemu, Prusowi, Musielakowi oraz Szczerbaniukowi, czyli niestety całemu trzonowi klubu. Do końca maja zawodnicy mają ważne kontrakty, po tym terminie oczekujemy od każdego deklaracji czy zostaje w Mostostalu czy też będzie szukał dla siebie nowego klubu. Jesteśmy zainteresowani i chcielibyśmy by wszyscy pozostali w klubie.
Jak podoba się Panu „nowy” trener Mostostalu?
Muszę przyznać, ze wygląda bardzo męsko. Ja nie musiałem ścinać włosów, bo niedługo w sposób naturalny dojdę do takiego stanu.
Jakie cele postawiłby pan sobie do realizacji w przyszłym sezonie?
W tym roku nie osiągnęliśmy wszystkiego co można było osiągnąć. I całe szczęście, ponieważ mamy stale do czego dążyć, a zwycięstwo w Lidze Mistrzów jest jeszcze przed nami.
Dziękujemy za rozmowę.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *